- Niektórzy tak - odparł Larry. - Inni to beczki

– Daj bagaż – proponuję. Robi to posłusznie, oddaje nawet torebkę, w której, jak się
sprawami, listę zatrudnionych? Muszą przecież mieć coś takiego. Owszem, personelu było
Ale nie. Teraz tu nie pasował.
– Ciągle w Los Angeles, tak? Pracujesz nad starą sprawą, która nie ma nic wspólnego z
zaglądał śmierci w oczy, ale wciąż jeszcze kawa! przystojniaka z niego. Nadal traciła głowę,
– Co? – Bentzowi coraz mniej podobała się ta rozmowa. Poczekał, aż młodziutki kelner
resztek jedzenia, albo miejsca, żeby się załatwić. Bentz skinął głową jego właścicielowi i
żeby do środka wpadała orzeźwiająca bryza.
– Kiepski z ciebie kłamca. Naprawdę.
– Wiem – odparł Montoya i przesłał Bentzowi wszystkie dane. Już miał się rozłączyć, ale
Serce mu zamarło.
– Tak?
Zamknęła oczy wstrząśnięta.
kolejną nieboszczkę. – Zaciągnął się, wypuścił ustami kłąb dymu. – Czyli nic, jeśli mnie

- Igrainia...

I ten ktoś nie chce, aby o tym wiedziała. I nie życzy jej dobrze.
trafiali do więzienia. Niejeden ślubował detektywowi Bentzowi krwawą zemstę.
opuszczonego placu budowy.

Jeszcze na posterunku podał kolegom nazwisko dentysty Jennifer, na wypadek, gdyby

Łatwo poszło, aż za łatwo. Zbiegł na dół i podążył długimi
widziano ją tutaj, z tobą. Teraz powiesz mi, gdzie
facetem.

Bentz wzruszył ramionami i z nieprzeniknioną miną obserwował kelnerkę, drobniutką

musimy jechać za nim.
to, co mówisz.
którymi miał się zajmować. Po prostu musiał w jakiś